O tegorocznej zimie na pewno można powiedzieć, że jest dziwna.
Grudzień i styczeń ciepły i bezśnieżny. Luty przyniósł duże mrozy. Kilka dni popadał troszkę śnieg, a dzisiaj to wszystko się topi, bo słoneczko mocno grzeje i na termometrze w cieniu jest prawie 7 stopni na plusie.
Ciekawe, co jeszcze czeka nas i nasze roślinki?
Wczoraj mąż miał przygodę w lesie. Mieszkamy co prawda w mieście, ale na jego obrzeżach, a osiedle otoczone jest z trzech stron lasem. Czasem, podczas spacerów z psem, widzimy ślady żerowania dzików. Zdarza się, że bywają także w nieogrodzonych ogródkach, bezpośrednio graniczących z lasem. Mąż wybrał się na ostatni przed snem spacer z psem. Nagle stanął „oko w oko” z dość sporym dzikiem. Dzik zaskoczony obecnością męża fuknął na niego, mąż fuknął na dzika. Dzik pobiegł w jedna stronę, mąż w drugą, a nasz wielki obrońca - pies, „zmiatał” jako pierwszy, i to najkrótszą drogą do domu.
Żeby uniknąć podobnych sytuacji, ja chodzę do lasu za dnia. Takie spacery mają tę zaletę, że niekoniecznie trzeba patrzeć pod nogi, ale można chodzić z głową zadartą do góry. Tam zawsze znajdzie się coś ciekawego.
Na przykład – gdzie jest dzięcioł?